Plakatowe eldorado na ulicach. Byle gdzie, byle jak, byle dużooo!
Do wyborów parlamentarnych pozostał tylko (i aż) miesiąc. Tyle też czasu, a może i dłużej, skazani będziemy na oglądanie porozwieszanych byle gdzie, w masowej ilości, plakatów i banerów ze szczęśliwymi i uśmiechniętymi politykami. Często zdarza się, że komitety wyborcze rozwieszają je bez zgody właścicieli nieruchomości. Maksyma "byle więcej, byle gdzie i byle jak" przybiera w tym okresie na sile. Takie sytuacje mają miejsce w całym kraju, a Turek i powiat turecki, od nich nie odbiegają. Co zrobić, gdy ktoś powiesi nam baner na płocie?
Jak się ustrzec przed wyborczą samowolką?
Choć wieszanie materiałów wyborczych na czyimś ogrodzeniu, bez wcześniejszego zapytania właściciela nieruchomości jest karalne (grozi za to kara grzywny), samodzielnie zdjąć ich nie możemy, bo też zapłacimy. I to niemało. Zgodnie z art. 109 § 3 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. Kodeksu Wyborczego, materiały wyborcze podlegają ochronie prawnej, a za ich niszczenie grozi kara grzywny do 5 tysięcy złotych. Jeżeli zniszczenia przekraczają kwotę 250 złotych, to, zgodnie z art. 67 § 1 Kodeksu Wykroczeń, czyn taki podlega karze aresztu lub grzywny.
W sytuacji, gdy zauważymy na swoim ogrodzeniu niechciany materiał wyborczy, musimy skontaktować się z pełnomocnikiem komitetu wyborczego danego kandydata, złożyć na piśmie oświadczenie, że domagamy się zdjęcia materiałów. Komitet jest zobowiązany do ich usunięcia. Jeżeli spotkamy się z brakiem reakcji – mamy prawo zgłosić to na policję. Jeśli jednak zdecydujemy się wyrazić zgodę na obecność danego banera na swoim płocie – powinniśmy podpisać z komitetem umowę najmu powierzchni.
Takiej zgody nie miała szansy udzielić mieszkanka powiatu tureckiego, której nie zapytano, a nawet nie poinformowano, o fakcie zawieszenia banera wyborczego na należącym do niej ogrodzeniu. -Może będą Państwo zainteresowani tematem bezprawnie rozwieszanych plakatów wyborczych na prywatnych posesjach bez zgody ich właścicieli? Dzisiaj zauważyłam na płocie mojej posesji plakat z załącznika, niestety nie mogę go samodzielnie usunąć ponieważ grozi mi grzywna [...] Dlaczego obywatele są tak niesprawiedliwie traktowani? – pyta w liście do redakcji zbulwersowana mieszkanka. (Zdjęcie pod artykułem)
Reklama ważniejsza niż bezpieczeństwo mieszkańców?
Są też przykłady kiedy plakaty i banery wiszą w miejscach, gdzie zagrażają życiu i zdrowiu okolicznych mieszkańców. Zgłoszenie pochopnego zawieszenia plakatu w miejscu, gdzie stwarza on potencjalne niebezpieczeństwo dla dzieci, otrzymaliśmy od zaniepokojonego czytelnika. Wiszące na barierkach okalających dojście do nowego przejścia dla pieszych w Galewie, skutecznie ograniczają widoczność przejeżdżających ruchliwą trasą kierowców. -Na zdjęciu nowe przejście dla pieszych w miejscowości Galew, gmina Brudzew. Powstało wraz z nowo otwartym sklepem, aby umożliwić dojście do niego. Proszę zwrócić uwagę na zamocowane na barierkach plakaty wyborcze. Czy nie ograniczają one kierowcom widoczności na zbliżających się do przejścia pieszych? Moim zdaniem – tak. Dzisiaj szedłem do sklepu z dwiema córkami w wieku przedszkolnym. Nie było ich kompletnie widać na wysokości tych plakatów. Czy tak to powinno wyglądać? – czytamy w liście do redakcji. Jak widać na poniższym zdjęciu zaniepokojony mieszkaniec ma rację.
Agitację wyborczą prowadzi się na zasadach, w formach, w czasie i miejscach określonych przepisami rozdziału 11 ustawy z dnia 12 kwietnia 2001 roku – Ordynacja wyborcza do Sejmu RP i do Senatu RP, gdzie wyraźnie wskazano, że niedopuszczalne jest umieszczanie materiałów wyborczych na obiektach użyteczności publicznej, w tym tak jak wskazał nasz czytelnik na barierkach przy przejściu dla pieszych. Zachowanie komitetów w tej sytuacji jest karygodne!
Byle więcej i byle gdzie czyli śmietnik na kółkach
Na koniec rodzynek, choć niezwiązany z wyborami, to jednak ukazujący jak traktuje się przestrzeń publiczną przez kompletnie niewrażliwych na tym punkcie przedsiębiorców. Reklama pewnej firmy, której nazwę właściwie trudno już odczytać, szpeci od miesięcy centrum Turku. Miejsce spotkań młodzieży z pobliskiej szkoły robi wrażenie, ale z pewnością nie pozytywne. Zarządca terenu, gdzie stoi owa "reklama", najwyraźniej nie ma nic przeciwko szpecącej okolicę "płachcie", bo sytuacja trwa już dobrych kilkanaście miesięcy.
Przy startującej kampanii wyborczej pojawiła się iskierka nadziei, że może owa "reklama" zostanie zastąpiona jakąś wyborczą. Że być może niezbyt piękny, ale choć uśmiechnięty polityk, skupi uwagę okolicznych przechodniów. Jeszcze miesiąc – nie traćmy nadziei. Jeśli nie – trudno – niech instalacja dalej robi „dobrą robotę” właścicielom!
Samorządy nie odrobiły lekcji
Na nic szumnie zapowiadana i przyjęta kilka lat temu ustawa krajobrazowa, dająca samorządom możliwość oczyszczenia przestrzeni publicznej z "reklamowego" syfu. To na jej podstawie gminy i miasta mogły wprowadzić jasne zasady i warunki sytuowania tablic i urządzeń reklamowych oraz reklam na ogrodzeniach. W praktyce nic w tej materii się nie zmieniło. Najlepszy przykład mamy w Turku. Wystarczy zrobić krótki spacer ulicami miasta by "nacieszyć" oczy wszechobecnymi płachtami reklamowymi. Jak się okazuje, samorządy które z niej skorzystały są niczym białe kruki. Na pewno i miasto Turek, i powiat turecki, się do nich nie zaliczają. A nam po prostu przykro... się na to patrzy.
Poniżej fotogaleria z ulic Turku i okolic oraz wspomniane dwa zdjęcia nadesłane przez zbulwersowanych czytelników. Nie wszystkie banery w niej pokazane są powieszone nielegalnie, jednak ukazuje ona jak wygląda przestrzeń publiczna wokół nas.